Jedyną rzeczywistą szkodliwośc jaką zauważyłem (przy naprawdę ciężkim paleniu) to negatywny wpływ DYMU na oskrzela.
A palę od połowy lat 90:-D
Mam epillepsję. Szczęśliwie taką, przy której czuję kiedy ma nastąpić "atak". Lufa jarania podczas takiego stanu całkowicie powstrzymuje padaczkę. Zupełnie jak uruchomienie jakiegoś zaworu bezpieczeństwa.
I szczerze dawno nie miałem drgawek bo wciąż palę...

Nadal biorę leki syntetyczne jednak w dawce jak dla kobietki. Minimalizowałem ją pod okiem neurologa, który nie wierzył, że wystarczy dla mnie 1000mg Levetiracetam Teva dziennie. Wystarczyło.
(O medycznej marihuanie nawet nie chciała baba dyskutować).
Poważnie myślę o stałym dostępie do RSO i całkowitym odejściu od leków syntetycznych.
Śmiem twierdzić, że niepalenie bardziej szkodzi niż palenie. Powiem więcej; uważam, że każdy powinien obligatoryjnie raz w miesiącu przyjąć bucha łakomczucha albo ciacho...