Zdarzyło mi się wpaść w paranoję, ale przesiedziałem wszystko w milczeniu i bez żadnych rewolucji. Byłem blady, było mi zimno i nie kontaktowałem. Potem się obudziłem. Innym razem zwyczajnie spaliłem za dużo i nie ogarnąłem. A kolejnym już dużo za dużo, ale to tak eksperymentalnie - chciałem odczuć fazę fizycznie... i rzeczywiście było naprawdę bosko! Ale niestety tylko do czasu, kiedy musiałem stanąć nad kiblem. Potem dosłownie odciągałem myśli telewizorem, bo 'wątki' przelatywały tak szybko i przy tym miałem tak zawiłe myśli, że odpływałem.
Ja fazę odbieram tak jak przed chwilą napisałem jako 'wątki', pamiętam zawsze ten ostatni, a jak się zjaram za mocno, to wszystko tak pędzi, że kończy się walką o treści żołądkowe ;d Ale to jest oczywiście mniejszość

Potrafię się dobrze nastawić, spalić z umiarem i czerpać z tego samiutkie przyjemności

Rzadziej palę w towarzystwie, wtedy włącza mi się nadzwyczajna gadatliwość, śmiech a potem uczucie relaksu i w końcu przestaję się odzywać, bo po prostu mi się nie chce

Teraz zazwyczaj palę sam. Lubię obejrzeć jakiś film, posłuchać muzyki i przy tym najlepiej nigdzie nie wstawać. Siedzieć i całkowicie wrzucić na luz

Inna sprawa też, gdy nie mogę spać. Czasem ściągam z 3 buszki i mimo, że dalej nie mogę zasnąć, to leżę i czerpię zamiast się męczyć. Ogólnie wyrobiłem sobie takie podejście, żeby nie palić na przymus, w pośpiechu, czy nie będąc w nastroju. Muszę czuć czystą chęć zapalenia. Lubię palić dla samego siebie, dla relaksu. Kiedyś częściej paliłem w towarzystwie, głównie gdzieś w plenerze i mimo, że było zajebiście i mam z wtedy same pozytywne wspomnienia, to zawsze odczówałem niepokój związany z 'chowającą się po krzakach policją'. Teraz osiągam stan idealny wyłączając się i relaksując nie dopuszczając żadnych negatywnych emocji, ani zakłóceń. Miałem też epizod, że lubiłem spalić się i rozmawiać z nieświadomymi tego ludźmi, także różnie to bywa i jedt to pewnie zależne od danej chwili

Tak poza tym, to palę dość rzadko