No soreczka, na szybko pisałem to w co tylko wpadło mi do głowy byle jak najwięcej szczegółów.
Edit:
Po ponad pól rocznych mękach, postanowiłem stawić czoło rzeczom które doprowadzały mnie do stanu niekiedy paniki o życie.
Tak wiec pokonałem to cholerstwo czego najgorszym wrogom nie życzę.
Oto moje rady gdy dopadnie was nerwica serca, niekiedy może wystąpić u was nawet arytmia serca, ale ona występuje nawet przy dużym stresie zignorujcie to, że was tam mocno coś szarpnie bo automatycznie podskoczy wam puls i wpadniecie w panikę, a uczucie walenia w klatce doprowadzi do strachu o życie, trzeba nauczyć się to ignorować z czasem zacznie słabnąć.
Co przyspieszyło znacznie powrót? Zacząłem sporo ćwiczyć i to nie tak, że o serce mi wali to dość porostu do granic, praca. Praca fizyczna pozwala dosłownie o tym zapomnieć i wyeliminować wszystkie objawy gdy ćwiczycie to twój puls zacznie wracać do normy norma to 60 w spoczynku wiec nie bójcie się gdy macie 120, miewałem całodniowo 140 niekiedy. Wieczorami z natury puls się uspokaja i pewnie wtedy dopadają cie duszności wszystko przez to ze organizm przyzwyczaił się do wysokiego pulsu, wiec zignoruj to.
Nie wierzysz, że to nerwica oj nie wierzysz ale czemu wszystko jest okay gdy się budzisz albo już prawie spisz? No to dobry detektor czy masz nerwice czy jednak problem z serduchem. Pamiętać o picu dużej ilości wody i zażywaniu magnezu.
Ja miałem również podwyższoną temperaturę ale to normalne przy wysokim pulsie, gdy piłem piwo miałem napady drgawek i młot zamiast serca, napij się nic ci nie będzie zagadaj z ludźmi i zobaczysz ze się czymś zajmiesz to ci przejdzie kilka prób i wyzdrowiejesz najlepsza metoda to żeby wyjść temu na przeciw temu z myślą ze nic ci nie będzie

Ja już po 3 próbie picia schlałem się aż do zgona i żyje nic mi nie było
Powodzonka wszystkim!