Edmund Dantes napisał:
Ja to widzę tak, że najchętniej zastosowałbym powiedzenie: "niech politycy dadzą nam spokój, a my już poradzimy sobie z całą resztą sami"...
Jest dla mnie oczywiste, że jeżeli potrzebowałbym lekarstwa, które jest nielegalne, a w które bym wierzył, że mnie uzdrowi, to nie ma bata, w tej sytuacji kompletnie nie interesuje mnie nielegalność specyfiku. Zdobyłbym go kupując, kradnąc, uprawiając czy sprowadzając z Księżyca.
Ci ludzie, którzy mówią nam, że wiedzą, co dla nas dobre, karzą nam leczyć się wynalazkami, które mają tyle skutków ubocznych, że spokojnie można powiedzieć, że wywołują inne choroby. Wiem co mówię, bo małżonka jest farmaceutką (tak, tak, mam diabła w domu

)
edit: końcowe pytanie jest tak ciekawie zbudowane, że aż nie mogę go ogarnąć, więc się zastanowię tak bardziej "nie po paleniu"...
Tak bardzo łatwo jest politykom mówić nam co mamy robić i jak postępować oraz wpajać nam to co jest rzekomo dla nas najlepsze. Tyle, że stawiając się w ich sytuacji, jak moglibyśmy dać spokój zwykłemu społeczeństwu. Pieniądze, sława, a przede wszystkim władza, to są czynniki, które uzależniają na równi z nie jednym narkotykiem.
A pro po leków. Kiedyś będąc w starostwie powiatowym podczas robienia paszportu, spotkałem tam bardzo inteligentnego człowieka. Dość sporadycznie podchodził do życia. Zacząłem z nim rozmawiać, pytać z jakiego powodu się tu znalazł itd. Okazało się, że jest chory i to poważnie chory. Jego szpik kostny był usiany guzami, różnego pokroju i różnego rozmiaru. Zacząłem z nim o tym rozmawiać, współczuć mu- wyzwoliłem odrobinę swojej empatii.
Okazało się co mnie ogromnie zszokowało, że człowiek ten do śmierci jest przygotowany. Pozostało mu niespełna dwa miesiące życia. Powiedział mi, że chce pozałatwiać ostatnie pierdoły i resztę dni spędzić w domu z żoną nie w szpitalach. Czynnikiem chorobotwórczym okazały się właśnie leki. Powiedział mi, że lekarze zalecili mu przyjmowanie leku (nie pamiętam jakiego i jakiej nazwy). Po dłuższym czasie przyjmowania tych leków nie było widać efektów prócz pogarszającego się stanu zdrowia pod innym kontem niźli leczony.
Okazało się po niewczasie, że człowiek ten ma właśnie szpik kostny zakażony setkami nowotworów ponieważ w leku który przyjmował były cząsteczki radu, który przyjmowany do ustnie powoduje właśnie takowe działanie.
Nie wiem potem co się stało z tym człowiekiem, jaki był jego los, jaki był dalszy ciąg zaistniałej sytuacji.
I tu teraz moja refleksja. Wpierdzielają nam we łby brudną prawdę o wszystkim co znajduje się w okół nas nie wykraczającym poza sferę materialną, a zakazują czegoś co jest wytworem niczyim więcej jak tylko natury. To jest chore, żeby lekiem na coś był środek wywołujący coś innego. I co tak działa właśnie przemysł farmaceutyczny na świecie? Podawanie leków które łagodzą objawy jednej choroby jednoczenie wywołując inną, na którą człowiek też musi kupić lek? Kolejny przykład tego, że życie ludzkie jest jednym, wielkim, zajebiście żałosnym łańcuchem zdarzeń, które są nam po części narzucone z góry...
Tyle w temacie, idę zajarać bo się wkurzyłem.