- puk puk puk - w szybę zastukał egzaminator mówić przy tym:
" a świateł Pan nie włącza ?" (zrobiło mi się od razu gorąco, bo przede mną uwalili 7 osób z rzędu)
Włączyłem światło i za chwilę znów słyszę znane już puk, puk, puk...
"A może by Pan tak pasy zapiął ?" usłyszałem zza drzwi - w tym momencie poczułem, że jestem ugotowany

Pokazał, by kontynynuować. Plac manewrowy poszedł gładko prócz górki, której nigdy nie trenowałem i jak można się spodziewać podczas manewru samochód zgasł.

Pan egzaminator pokazał mi kciuk co oznaczało, że właśnie straciłem pierwszą i ostatnią szansę. Za drugim razem jakoś pokonałem górkę i wyjechałem na miasto. Tam już bezbłędnie poszło - wracając do ośrodka tuż przed samą bramą pojechałem nieco po prąd, ale Pan również przymknął na to oko, bo chwilę wcześniej powiedział mi, że zdałem i zapewne domyślił się, że to przez moje nerwy, które właśnie zaczęły puszczać.

Ogólnie uważam, że 20h, które kiedyś wyjeździłem i miały one starczyć do opanowania techniki jazdy to ch**** a nie godziny - jest tego zdecydowanie za mało. Nie wiem ile jest dziś, ale mam nadzieję, że ciut więcej...
P.S. Egzamin z praktyki zdałem za pierwszym razem. Do teorii podchodziłem 3x