Jako, że jeden z krzaczków, z dziewczynki stał się samcem,
a nie zależało mi ani na nasionach ani na pyłku czy innych aspektach wynikających z posiadania samca, tak więc poszedł on pod kosę i na makumbę.
Do przygotowania mleczka przygotowałem :
1 litr tłustego mleka 3,2%
1/3 kostki prawdziwego masła (o zawartości tłuszczu min 82 %)
Łyżka cukru
Męski krzak - szczyty i ładne całe liście (wszystko mokre) około 110 g całości.
Przygotowane liście i szczyty
Gotujemy - na początek do mleka dodałem masło i łyżkę cukru (aby nie było takie gorzkie - chlorofil)
Dołożyłem zielone
Gotujemy około 1 godz, na wolnym ogniu, od czasu do czasu mieszając- oczywiście w roślinnym garnku
Po ugotowaniu widać, że ilość się zdecydowanie zmniejszyła
Odcedzamy
Odcedzone mleczko
Reszta ziółka w śmieci
Po wszystkim zostało trochę ponad 600 ml a więc widać , że prawie połowa objętości odparowała
Jako, że nie za bardzo chciało mi się pić takie coś, postanowiłem ugotować na tym mleczku budyń
Gotowy
Po ostygnięciu został spałaszowany (oczywiście nie wszystko na raz)

Faza weszła już po 40 min. od zjedzenia jednej salaterki i trzymała dobrych 5- 6 godzin.
Czopa bardzo pozytywna, banan na facjacie, pozytywne podejście do wszystkiego i tylko........
NIE prowadzić auta po takiej fazie.

Cały czas znosiło mnie na jedną stronę i trzeba było bardzo się starać by nie poruszać się całą szerokością drogi.
Drugą podzieliłem na połowę i spałaszowałem dnia następnego (już na dwa podejścia)